Forum parafian parafi Św. Patryka na warszawskim Gocławiu
Nieoficjalne forum parafi Św. Patryka na Warszawskim Gocławiu
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Profil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Zaloguj
Forum Forum parafian parafi Św. Patryka na warszawskim Gocławiu Strona Główna
->
Kącik tworczości
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Emotikony
Więcej Ikon
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańćzowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
Zamknij Tagi
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Kod potwierdzający: *
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Skocz do:
Wybierz forum
Luźna dyskusja
----------------
REGULAMIN
Aktualności
Pogadanki o wszystkim
Pozdrowienia
Św. Patryk
----------------
NASZA PARAFIA
Wydarzenia
Parafie sąsiednie
Księga gości
----------------
UWAGI
Wasze pomysły
----------------
Kącik tworczości
Varia
----------------
Sprawy administracyjne
Przegląd tematu
Autor
Wiadomość
As
Wysłany: Śro 15:57, 03 Sty 2007
Temat postu: Żywioł piękna
O pięknie ponoć się nie dyskutuje, bo każdy niby ma jego własne odczucie. Może to dotyczy rzeczy o bardzo wątpliwym pięknie, ale to prawdziwe jednak porywa, oczarowuje, a nawet przemienia prawie każdego człowieka. Wątpliwości na temat piękna zasiewają ci pseudoartyści, którzy nie dorastając do niego, sprowadzają je do poziomu swych pokracznych tworów. Tych jednak nie określa się mianem „piękne”, lecz: interesujące, bulwersujące, kontrowersyjne, podniecające, szokujące... Jakimś sprawdzianem piękna jest to, jakim się staje człowiek w spotkaniu z nim.
Pewien zdziwaczały trochę ogrodnik, zakochany w różach, robił czasem dziwny sprawdzian. Brał kilka róż (samych główek, bez łodyżki), rzucał którąś na trotuar i obserwował przechodzących. Byli tacy, co nawet nie zauważali kwiatu. Inni patrzyli obojętnie. Bywało, że ktoś schylił się, wziął kwiat w dłonie i schował gdzieś odchodząc. Byli też i tacy, co rozdeptywali kwiat celowo...Ktoś znów podnosił go i kładł gdzieś, by go nie zdeptano. Ktoś inny wyrywał i rzucał na ziemię płatki...
Kiedyś ogrodnik rzucił trzy takie róże do kałuży pełnej błota. Tylko jedna dziewczyna zatrzymała się, wyjęła kwiat, ale rzuciła z powrotem, bo był ubłocony. Najbardziej zaciekawiło tego ogrodnika dziecko, które przykucnęło przy kałuży i wpatrywało się długo zafascynowane w kwiaty...Nie tylko w kwiaty, ale i w niebo tam odbite, bo powiedziało do opiekunki:
„Patrz, z nieba wyrosły róże”
. I oglądało się jeszcze odchodząc...
Piękno, to nie tylko temat do wzruszeń czułostkowych panienek. To żywioł, który może człowieka nie tylko zachwycić, ale i przeobrazić, wynieść na wyżyny ducha, odbić na jego życiu piętno szczęścia i tragiczności, bo nic nie jest bardziej kruche i bardziej pożądane. Nic nie jest bardziej niezbędne i znikliwe zarazem. Nic tak oczywiste i niemożliwe do wyrażenia.
„Piękno to uśmiech prawdy oglądającej swoje oblicze w doskonałym zwierciadle”
(R.Tagore)
Odkryć coś jako piękne, to doświadczyć, że coś/ktoś JEST NAPRAWDĘ, ale nie tylko jest, lecz MUSI BYĆ. I wtedy zaczyna dziać się miłość. „Kształtem miłości jest piękno”
(Norwid)
Może dlatego teraz tak mało miłości, bo człowiek wstydzi się wzruszyć, adorować, modlić się samymi oczami. Za to wszystkiego chce dotknąć, zdobyć, zawładnąć, rozebrać, rozdeptać, porzucić, zignorować...
Dlatego taki nie spotyka też Boga. Ktoś powiedział, że teraz, kiedy
Prawda
ma zakneblowane usta,
Dobroć
ma związane ręce, to Tylko
Piękno
może jeszcze zbawiać świat.
As
Wysłany: Pon 17:55, 07 Sie 2006
Temat postu: Księga skarbu
Księga skarbu
W małym mieście perskim, za czasów wielkiego szacha Selciuka, żyła pewna wdowa, która miała tylko jednego syna. Gdy poczuła, że kończy sie jej ziemskie życie wezwała swego syna i powiedziała do niego:
- Życie nasze było trudne, gdyż jesteśmy biedni, ale powierzam Tobie wielkie bogactwo: tę oto księgę. Otrzymałam ją od mego ojca, zawiera ona wszystkie wskazówki niezbędne, aby dojść do ogromnego skarbu. Ja nie miałam nigdy dość siły ani czasu, by ja przeczytać, teraz powierzam ją Tobie. Stosuj się do jej wskazówek, a staniesz się bardzo bogatym.
Syn, przezwyciężywszy ogromny smutek po stracie matki, zaczął czytać tę grubą, starą księgę, którą rozpoczynały następujące słowa: "Aby dojść do skarbu, czytaj stronę po stronie. Jeżeli przejdziesz od razu do końcowych wniosków, księga zniknie w czarodziejski sposób i nie bedziesz mógł osiągnąć skarbu."
Następnie były opisane wielkie bogactwa zgromadzone w dalekiej krainie i bardzo dobrze strzeżone w pewnej jaskini. Niestety po pierwszych stronach tekstu perskiego, następował tekst w języku arabskim. Młodzieniec, który już widział siebie w roli bogacza, w żaden sposób nie mógł narażać się na to, by przygodny tłumacz zawładnął skarbem, przekazawszy mu jedynie fałszywe informacje. Sam zaczął więc z zapałem studiować język arabski. Po pewnym czasie mógł już przeczytać tekst. Ale oto po kilku stronach natknął się na tekst w języku chińskim, a potem jeszcze w innych językach, które młodzieniec z wielkim zapałem zaczął poznawać. W tym czasie, aby utrzymać się, wykorzystał doskonałą znajomość języków i wkrótce zasłynął w okolicy jako jeden z najlepszych tłumaczy. Dzięki temu przestał być biedny.
Po wielu stronicach napisanych w różnych językach, w księdze znalazły się jeszcze wskazówki, jak administrować skarbem, gdy się go osiągnie. Młodzieniec chętnie zapoznał się z ekonomią, rachunkowością oraz zasadami wyceny szlachetnych metali i kamieni, dóbr ruchomych i nieruchomości, aby nie zostać oszukanym, gdy posiądzie skarb.
Wykorzystywał też przyswojone sobie wiadomości, aby zapewnić sobie lepszy poziom życia, a jego sława poligloty i zdolnego ekonomisty dotarły aż na zamek szacha.
Szach rozkazał przyjąć go do zespołu swych doradców. Początkowo powierzał mu drobne zadania, a potem, gdy poznał go lepiej, zlecał mu trudne i delikatne misje, wreszcie mianował go generalnym administratorem imperium.
Młodzieniec nie zapominał o kontynuowaniu lektury swej książki, która wprowadziła go również w tajniki budowy wielkiego mostu oraz wyciągów i maszyn potrzebnych, by dostać się do dna jaskini. Mówiła o tym, jak otworzyć kamienne drzwi, jak usuwać wielkie głazy, wypełniające wąwozy i zapadliska, aby wyrównać drogę i o innych podobnych sprawach.
Nie chcąc powierzyć nikomu swej tajemnicy i nie pozwalając pomagać sobie- syn wdowy, który stał się wkrótce człowiekiem wykształconym wszechstronnie i ogólnie szanowanym.
Zapoznał się z inżynierią i urbanistyką tak dobrze, że szach doceniając jego umiejętności i kulturę mianował go ministrem i nadwornym architektem, a póżniej premierem. Nie było w królestwie drugiego człowieka tak wykształconego i obeznanego we wszystkich naukach, jak ów czytelnik "Księgi skarbu".
W dniu w którym zaślubił córkę szacha, młodzieniec dotarł do ostatniej strony księgi.
Z bijącym sercem chwycił brzeg ostatniej strony, wreszcie miał poznać ostateczne objaśnienie.
Wolno przewrócił stronę i...wybuchnął śmiechem.
Był to śmiech zdumienia, radości i wdzięczności.
Ostatnią stronę stanowiła metalowa, doskonale wyporelowana płytka, w której można było się przejrzeć. Syn wdowy ujrzał swe oblicze. Oblicze człowieka dojrzałego, świadomego, dzielnego, mądrego, przygotowanego do wielkiej kariery.
A wszystko to dzięki księdze, podarowanej mu przez matkę.
Wielkim skarbem był on sam, a księga pomogła mu to odkryć.
As
Wysłany: Pią 13:13, 12 Maj 2006
Temat postu: Wiatr i słońce
Wiatr i słońce
utor nieznany
Słońce i wiatr kłóciły się o to, które z nich jest silniejsze. Wiatr powiedział:
- Widzisz tego człowieka? Założę się, że prędzej zedrę z niego płaszcz, niż ty.
Słońce schowało się za chmurami, a wiatr zaczął wiać coraz mocniej i mocniej. Ale im bardziej szarpał człowiekiem, tym szczelniej ten otulał się płaszczem. Kiedy zmęczony wicher ucichł, wyjrzało słoneczko i uśmiechnęło się przyjaźnie. Człowiekowi zrobiło się ciepło i wtedy zdjął płaszcz.
Dobroć jest silniejsza niż przemoc.
As
Wysłany: Pią 13:12, 12 Maj 2006
Temat postu: O Tobie
o Tobie
Bóg stworzył już niebo, gwiazdy, zwierzęta, ludzi i widział, że wszystko co stworzył było dobre.
I wtedy Bóg pomyślał : "Dlaczego nigdy nie stworzyłem nic dla siebie? Stworzę istotę, która będzie doskonała pod każdym względem", po czym wypowiedział tylko sobie znane słowa. Spojrzał na swoje dzieło i przeraził się. Istota była piękna i doskonała, jej blask rozświetlał jeszcze mocniej boskie oczy. W sercu Boga zaczęła kwitnąć miłość. Bóg się zakochał. Nie potrafił już myśleć o ziemi, ludziach i wszystkim co stworzył dotychczas. Myślał tylko o niej i ta myśl przerażała go. Nigdy wcześniej w swoim wiecznym życiu nie odczuwał przerażenia, strachu.
Wieść rozeszła się po niebie. Każdy z aniołów chciał zobaczyć stworzenie doskonałe. Bóg zamyślił się i postanowił pokazać swoje dzieło całemu niebu. Wtedy nastąpiła rzecz, której doskonały Bóg nie potrafił przewidzieć. W sercu każdego anioła zaczęła kwitnąć miłość, taka sama jak w jego własnym po ujrzeniu swojego dzieła. Od tej chwili niebo zmieniło się. Wszyscy starali się o względy owej istoty. Każdy anioł układał dla niej wiersze, zrywał najświeższe kwiaty z niebiańskich ogrodów i śnił tylko o niej. Nawet Bóg przyłapał siebie na zazdrości - był zazdrosny o swoje anioły. Bóg wiedział, że natychmiast trzeba to zmienić.
Udał się do swojego świetlistego pałacu, gdzie rozmyślał przez wiele niebiańskich dni i nocy. Po wyjściu ze swojej największej i najstarszej komnaty spojrzał na całe niebo. Wszyscy wiedzieli, że Bóg podjął już decyzję. Rozległy się słowa: "Ześlijmy ja na ziemię pod ludzką postacią. Niech zapomni kim jest i skąd pochodzi. Będzie żyła jak każdy inny człowiek - czując złość, ból, miłość i nienawiść. Kiedyś pewien człowiek opowie jej tę całą historię, ale ona i tak w nią nie uwierzy".
Jak powiedział tak się stało, a wtedy aniołowie zobaczyli w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej nie widzieli. To były łzy - Bóg płakał. Nastała noc i to był już ostatni dzień stworzenia świata.
As
Wysłany: Czw 13:17, 06 Kwi 2006
Temat postu: List od Ojca
List od Ojca...
Moje kochane dziecko,
Być może Mnie nie znasz, ale ja wiem o Tobie wszystko (Ps. 139:1)
Wiem, kiedy siadasz i kiedy wstajesz (Ps. 139:2)
Znam każdy Twój krok (Ps. 139:3)
Nawet wszystkie włosy na Twojej głowie są policzone (Mt. 10:29-31)
Bo stworzyłem Cię na Moje podobieństwo (1 Mojż. 1:27)
Ja sprawiam, że żyjesz, poruszasz się i istniejesz (Dz. Ap. 17)
Ponieważ jesteś Moim dzieckiem (Dz. Ap. 17)
Znam Cię od Twojego poczęcia (Jer. 1:4-5)
Wybrałem Cię w dniu stworzenia (Ef. 1:11-12)
Nie jesteś dziełem przypadku - wszystkie Twoje dni spisałem w Mej księdze (Ps. 139:15-16)
Ja zdecydowałem, kiedy się urodzisz i gdzie będziesz żyć (Dz. Ap. 17:26)
Jesteś wspaniale, cudownie stworzony (Ps. 139:14)
Stworzyłem Cię w łonie Twojej matki (Ps. 139:13)
I dałem Ci ujrzeć świat w dniu Twoich narodzin (Ps. 71:6)
Ci, którzy mnie nie znają, stawiają mnie w złym świetle (Jn. 8:41-44)
Lecz Ja nie jestem zły ani odległy, jestem obrazem miłości (1 Jn. 4:11)
I pragnę wylać ją na Ciebie obficie (1 Jn. 3:1)
Daję Ci więcej niż Twój ziemski ojciec kiedykolwiek mógłby Ci dać (Mt. 7:11)
Bo Ja jestem doskonałym Ojcem (Mt. 5:4
Wszystko, co dobre w Twoim życiu, pochodzi ode Mnie (Jak. 1:17)
Bo Ja znam wszystkie Twoje potrzeby i zaspokajam je (Mt. 6:31-33)
Chcę dać Ci nadzieję na przyszłość (Jer. 29:11)
Ponieważ kocham Cię wieczną miłością (Jer. 31:30)
Mam więcej myśli o Tobie niż jest gwiazd na niebie (dosłownie: niż jest ziaren piasku) (Ps. 139:17)
Raduję się z Ciebie (Sof. 3:17)
I nigdy nie przestanę czynić dobra w Twoim życiu (Jer. 32:40)
Bo jesteś tym, co mam najdroższego (2 Mojż. 19:5)
Z całego serca pragnę Twego dobra (dosłownie: na stałe osadzę Cię w Twojej ziemi) (Jer. 32:41)
Pokażę Ci wielkie i wspaniałe rzeczy (Jer. 33:3)
Jeśli będziesz Mnie szukał całym sercem, znajdziesz mnie (5 Mojż. 4:29)
Rozkoszuj się Mną, a spełnię Twoje pragnienia (Ps. 37:4)
Bo t Ja Ci je dałem (Fil. 2:13)
Mogę zrobić dla Ciebie więcej, niż możesz sobie wyobrazić (Ef. 3:20)
Bo Ja najlepiej potrafię Cię zachęcić (2 Tes. 2:16-17)
Jestem Ojcem, który pociesza Cię w kłopotach (2 Kor. 1:3-4)
Gdy Twoje serce krwawi, jestem blisko (Ps. 34:19)
Jak owce na ramionach pasterza, tak Ty jesteś blisko Mego serca (Iz. 40:11)
Przyjdzie dzień, gdy zetrę łzy z Twoich oczu (Obj. 21:3-4)
I zabiorę wszelki ból, jakiego doznałeś w swoim życiu (Obj. 21:3-4)
Jestem Twoim Ojcem i kocham Cię tak mocno, jak Mego Syna, Jezusa (Jn. 17:23)
Bo w Jezusie wyraża się moja miłość do Ciebie (Jn. 17:26)
On jest doskonałym obrazem Mnie (Heb. 1:3)
On przyszedł, aby pokazać, że jestem po Twojej stronie, a nie przeciw Tobie (Rzym. 8:31)
I by powiedzieć Ci, że nie liczę Twoich grzechów (2 Kor. 5:18-19)
Jezus umarł, abyśmy (Ty i Ja) mogli żyć w zgodzie (2 Kor. 5:18-19)
Jego śmierć była najdoskonalszym wyrazem Mojej miłości do Ciebie (1 Jn. 4:10)
Oddałem wszystko, co kochałem, aby zyskać Twoją miłość (Rzym. 8:31-32)
Jeśli przyjmiesz Mego Syna, Jezusa, przyjmiesz Mnie (1 Jn. 2:23)
I nigdy nic nie odłączy Cię od Mojej miłości (Rzym. 8:38-39)
Wróć do domu, a wydam przyjęcie, jakiego niebo jeszcze nie widziało (Łuk. 15:7)
Jestem Twoim Ojcem i zawsze Nim będę (Ef. 3:14-15)
A teraz chcę zapytać Ciebie: Czy chcesz być moim dzieckiem? (Jn. 1:12-13)
Czekam na Ciebie (Łuk 15:11-32)
Całuję Cię mocno, Tata. Wszechmogący Bóg.
("List Boga do dziecka" - wersety zebrane przez Barry'ego Adama, 1999)
As
Wysłany: Śro 13:40, 29 Mar 2006
Temat postu: Zadanie domowe
Zadanie domowe
Studenci zostali poproszeni o wykonanie na koniec tygodnia zadania domowego - miało nim być długie i czułe objęcie własnego ojca.
- Nie mogę tego zrobić - zaprotestował jeden z nich. - Mój ojciec umarłby z przerażenia.
- Poza tym - powiedział drugi - mój ojciec przecież i tak wie, że go kocham.
- To znaczy, że nie jest to takie trudne - powiedział profesor - Dlaczego więc tego nie zrobisz?
W poniedziałek wszyscy opowiadali ze zdziwieniem o tym, jak niezwykłe rezultaty przyniosło to doświadczenie.
- Mój ojciec rozpłakał się! - powiedział jeden.
Drugi natomiast dodał:
- To nieprawdopodobne, mój ojciec podziękował mi za to.
A Ty - czy potrafisz wykonać takie zadanie?
As
Wysłany: Śro 13:36, 29 Mar 2006
Temat postu: Banknot
Banknot
Wykładowca rozpoczął seminarium trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie: - Kto chciałby dostać ten banknot?
Studenci zaczęli podnosić ręce. Wykładowca powiedział:
- Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że
coś zrobię... - i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i zapytał: - Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły...
- A gdybym zrobił to? - zapytał mówca.... i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł - był pomięty i brudny.... - A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci!!!
- Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20 $!!!
Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności, które stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie...
TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych, którzy Cię kochają. Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, ani nie zależy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY!
Jesteś wyjątkowy! Nigdy o tym nie zapomnij! Licz swoje błogosławieństwa, nie problemy!
As
Wysłany: Wto 15:14, 28 Mar 2006
Temat postu: "Oblicze Jezusa"
"Oblicze Jezusa"
Pewnego dnia, na Sycylii, mnich Epifaniusz odkrył w sobie dar Pana: potrafił malować piękne ikony. Zapragnął namalować jedną, która stałaby się arcydziełem: zapragnął namalować oblicze Chrystusa.
Gdzie znaleźć odpowiedniego modela, zdolnego wyrazić jednocześnie cierpienie i radość, śmierć i zmartwychwstanie, boskość i człowieczeństwo?
Epifaniusz nie mógł zaznać już spokoju. Wyruszył w podróż, przemierzył Europę, obserwując każdą twarz.
Niestety, nie istniało oblicze mogące przedstawiać Chrystusa.
Pewnego wieczoru zasnął powtarzając słowa psalmu: "Twego oblicza szukam Panie. Nie ukrywaj przede mną Twego oblicza."
Miał sen: anioł prowadził go do spotykanych osób i wskazywał na jeden szczegół, który czynił tę twarz podobną do Chrystusowej; radość młodej żony, niewinność dziecka, siłę wieśniaka, cierpienie chorego, strach skazańca, dobroć matki, przestrach sieroty, surowość sędziego, wesołość kuglarza, miłosierdzie spowiednika, zabandażowane oblicze trędowatego. Epifaniusz powrócił do swego klasztoru i wziął się do pracy.
Po roku ikona przedstawiająca Chrystusa była gotowa. Pokazał ją opatowi i współbraciom, którzy zdumieli się i rzucili się na kolana. Oblicze Chrystusa było cudowne, wzruszające, stawiające pytania.
Na próżno pytano Epifaniusza, kto posłużył mu za modela.
Nie szukaj Chrystusa w obliczu jednego człowieka, ale w każdym człowieku szukaj fragmentu oblicza chrystusowego.
As
Wysłany: Czw 16:46, 02 Lut 2006
Temat postu: zakochana para
Byla sobie zakochana para. Juz sie mieli pobierac, ale w przeddzien slubu
zgineli w wypadku. Trafili do nieba i po kilku tygodniach stwierdzili, ze
nie sa do konca szczesliwi.
Narzeczony poszedl wiec do Sw. Piotra.
- Piotrze - mowi - fajnie nam sie tu u was mieszka, ale przykro nam, ze
przed smiercia nie zdazylismy wziac slubu. Mozemy pobrac sie w niebie?
Piotr na to:
- Sorry, ale nie wiem - nikt tu sie nie zenil. Idz z tym do Boga, umowie
cie. Stanal wiec narzeczony przed Bogiem i pyta o slub, a Bog na to:
- Przyjdz za piec lat, zobaczymy.
Minelo piec lat. Chlopak znowu prosi Boga, a Najwyzszy rzecze:
- Jeszcze raz dokladnie przemysl cala sprawe. Masz na to piec dodatkowych lat. Biedak zmartwil sie, ale z Bogiem nie ma dyskusji. Przychodzi po pieciu latach. Bog od razu go poznal:
- Tak, mozecie wziac slub: sobota, godzina 14, w kaplicy glownej.
Minely dwa tygodnie i pan mlody znow puka do Boga:
- Boze, chcemy rozwodu, nie mozemy ze soba juz wytrzymac.
Kiedy Bog to uslyszal, zlapal sie za glowe i mowi:
- Sluchaj, synu! Dziesiec lat zajelo nam znalezienie w niebie ksiedza....
Czy ty wiesz, ile bedziemy szukac prawnika?
As
Wysłany: Czw 16:43, 02 Lut 2006
Temat postu:
Po wielu latach Bóg spojrzał znów na ziemię i stwierdził, że się bardzo żle dzieje. Ludzie byli zepsuci i skłonni do przemocy, więc postanowił znów zesłać potop i zniszczyć ludzkość. Ale przedtem zawołał Noego i powiedział:
- Zbuduj arkę z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 łokci długa, 50 łokci szeroka, 30 łokci wysoka. Zabierz żonę i dzieci, i z każdego gatunku zwierząt po parze. A za 6 tygodni ześlę wielki deszcz.
Noe nie był zachwycony - znów 40 dni deszczu, 150 dni bez wygód na arce, bez telewizora i z tymi wszystkimi zwierzętami - ale był posłuszny i obiecał spełnić wymagania Boga. Po 6 tygodniach zaczęło padać dzień i noc. Noe siedział i płakał, bo nie miał arki. Bóg wychylił się z nieba i zapytał:
- Dlaczego nie spełniłeś mojego rozkazu?
Noe odpowiedział:
- Panie, coś mi uczynił? Jako pierwsze musiałem złożyć podanie o budowę. W urzędzie myśleli, że chcę budować stajnie dla baranów. Potem nie podobała im się architektura - za wymyślna dla baranów, a w budowę statku na lądzie nie chcieli wierzyć. Także wymiary nie znalazły poparcia, bo dziś nikt nie wie, jaką miarą jest łokieć. Po przedłożeniu nowych planów dostałem znów odmowę, bo budowa stoczni w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie odpowiedniej działki zaczęły się nowe kłopoty. W tej chwili np. chodzi o to, że w planach nie są uwzględnione systemy do gaszenia w czasie pożaru. Na moją uwagę, że będę przecież otoczony wodą, przysłali mi psychiatrę powiatowego. Kiedy psychiatra upewnił się, że jednak buduję statek, zadzwonili do mnie z województwa, żeby mi uświadomić, że na transport statku do morza będzie potrzebne nowe zezwolenie, a będzie o nie trudno, bo minister podał się do dymisji. Kiedy powiedziałem, że statku nie muszę transportować, bo będzie i tak otoczony woda, kazali mi z ministerstwa marynarki wojennej, według przepisów Unii, złożyć podanie do Brukseli w ośmiu odbitkach i trzech urzędowych językach o zezwolenie na zalanie terenów zamieszkałych. Z drzewa cedrowego musiałem zrezygnować - nie wolno go już ze względów ekologicznych sprowadzać. Próbowałem kupić tutejsze drzewo, ale nie dostałem tej ilości ze względu na przepis o ochronie środowiska, najpierw musiałbym zadbać o sadzenie drzew zastępczych. Na moją wzmiankę o tym, że i tak będzie potop i nie opłaca się tu sadzić żadnych drzew, przysłali mi nowego psychiatrę - tym razem z województwa. Krótko mówiąc - dałem kilka łapówek, kupiłem drzewo, znalazłem nawet cieśli do budowy, ale oni najpierw utworzyli związki zawodowe. Kiedy się okazało, że nie mogę im płacić wg taryfy, to rozpoczęli strajk, tak, że budowa arki znów się odwlekała. W międzyczasie zacząłem sprowadzać zwierzęta. Tylko, że wmieszał się związek ochrony zwierząt i zabronił mi transportu jeleni w okresie rykowiska. Poza tym, musiałem podać cel transportu tych zwierząt, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci sprawdzają, czy przepisy dotyczące królików obejmują również zające. A działacze z Greenpeace wskazali na konieczność specjalnego urządzenia do pozbycia się gnoju i innych odpadów pochodzących z hodowli zwierząt. Panie Boże, teraz jeszcze podał mnie mój sąsiad do sądu, twierdząc, że buduję prywatne zoo bez zezwolenia. Moje nerwy są zszarpane, nie mogę spać, arka nie gotowa a ty zesłałeś deszcz.
W tej chwili przestało padać, wyszło słońce i tęcza. Noe spojrzał w niebo i powiedział:
- Czyżbyś się Boże rozmyślił i nie chcesz już zniszczyć ludzkości?
Bóg odpowiedział:
- Nie trzeba. To załatwi biurokracja.
As
Wysłany: Wto 16:06, 24 Sty 2006
Temat postu: "wersja dla kawalerów"
Autor: no pewnie że Rychu (2006-01-23 18:40:10)
-----
Jak to zostało powiedziane..."wersja dla kawalerów", inna nazwa:
MODLITWA O DOBRĄ ŻONĘ
Święty Józefie, przeczysty oblubieńcze Bogarodzicy Maryi!
Bóg uczynił Cię najszczęśliwszym małżonkiem, dając Ci za Oblubienicę Najświętszą
i Niepokalaną Dziewicę Maryję - Matkę Boga.
Przez piękno i świętość Twojego życia stałeś się patronem wszystkich małżonków.
Proszę Cię o szczęśliwy wybór i łaskę otrzymania dobrej, wiernej, roztropnej i świętej
żony, której mógłbym powierzyć moje serce i złączyć się z nią mocą łaski
sakramentu małżeństwa.
Uproś jej mądrość życia, szczerość serca, pobożność, aby promieniowała dobrocią i kształtowała życie rodziny według zamysłów odwiecznej Mądrości. Amen.
Ps. Ja, poczciwy Rychu proszę o pamięć - za mnie też się z raz pomódlcie.
Dziękuję.
As
Wysłany: Wto 16:00, 24 Sty 2006
Temat postu: Komentarz drugi...
Autor: Marzena (2006-01-20 13:09:22)
-----
Modlitwa zawsze pomoże. Przez 37 lat swojego życia byłam sama. Zawsze było tak, że jak mnie się ktoś podobał, to ja jego nie obchodziłam i odwrotnie. 5 lat temu zaczęłam się modlić, tak szczerze chyba po raz pierwszy, bo już nie byłam w stanie znieść tej samotności. I co? Znalazłam mojego partnera w ciągu pół roku. I od 5 lat jesteśmy razem. Nie jest może ideałem, ale ja przecież też nie jestem.
As
Wysłany: Wto 15:56, 24 Sty 2006
Temat postu: ciekawsze komentarze...
Autor: studentka (2006-01-19 23:18:47)
-----
To nie zadne brednie !!!
Modlitwa do sw. Jozefa naprawde dziala i moge to potwierdzic na wlasnym przykladzie (oczywiscie zakladam, ze pomagamy rowniez swemu szczesciu
i nie zamykamy sie w 4 scianach) !!!! Ja sie juz kiedys poddalam w poszukiwaniu faceta, bo trafialam same jakies nieodpowiednie typy a nie chcialam sie "na sile" z nikim umawiac i powierzylam cala sprawe sw. Jozefowi i Matce Bozej i on mi zalatwil super faceta!!! wiem, ze to niezwykly traf, zesmy sie spotkali!! Widze ze teraz tez trzeba sie modlic, bysmy sie coraz bardziej kochali
pewnie, ze trzeba sie modlic!! Przeciez Pan Bog lubi konkretne prosby i interesuje sie naszym losem, tylko trzeba prosic
a my tak czesto zapominamy o tym
ps. a propos modlitw o milosci, one sa juz chyba dawno znane tylko nie wszyscy o nich slyszeli, POLECAM - jest swietna stronka
www.adonai.pl
a tam duzo pieknych tekstow zwiazanych z miloscia, tez modlitwy o milosc. Pozdrawiam
)
As
Wysłany: Wto 15:50, 24 Sty 2006
Temat postu: Modlitwa o męża
...nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była 20.30. Kto to może być? Nikogo się nie spodziewałam i nikogo nie zapraszałam na dzisiejszy wieczór. To pewnie Kaśka – pomyślałam - a przecież mówiłam jej, że dziś wieczorem muszę jeszcze dokończyć projekt graficzny. Postanowiłam zignorować. Jednak ktoś naciskał dzwonek jednostajnie, ale stanowczo. Otworzyłam. Ku mojemu zdziwieniu był to ksiądz.
Co robi ksiądz przed moimi drzwiami? Chciałam krzyczeć... Ja w turbanie na głowie, zupa cebulowa na talerzu, włączone żelazko i mój wiszący zestaw bielizny na jutrzejszy dzień w dużym pokoju.
Ksiądz chodził po kolędzie, o czym ja oczywiście nic nie wiedziałam. Tak naprawdę mieszkam tu już dwa miesiące, ale nie jestem praktykującą katoliczką. Uśmiechnął się i zapytał, czy może wejść. Na co ja wyjąkałam: - O rany, ale ja nie mam tych wszystkich przyrządów, żeby księdza przyjąć. Zaśmiał się przyjacielsko i powiedział, że nie szkodzi. Ma wodę święconą i kropidło. Wpuściłam go, ale zaraz ponownie wyjąkałam zawstydzona, że w tym pogańskim domu nie mam ani jednego świętego obrazka. Znów się zaśmiał.
To była niesamowita wizyta. Ja, z mokrymi włosami, razem z księdzem raczącym się moją zupą cebulową, rozmawialiśmy o mojej pracy, życiu, znajomych, rodzinie. Było bardzo przyjaźnie, dopóki nie padło pytanie, które powoduje u mnie gęsią skórkę i skrzywienie ust:
a gdzie pani mąż?
Na szczęście odpowiedź jest bardzo prosta: nie mam męża. Potem nastąpiło kolejne: ile masz lat? Chyba mi się nie oświadczy z powodu tego, że zupa cebulowa była wyśmienita – pomyślałam. W rzeczywistości poczułam się urażona tym pytaniem. Czuję się samotna, nie znoszę tej pustki w domu i mam dość gadania z przyjaciółkami wciąż o tym samym – że jest nam dobrze, że nikt nie wtrąca się w nasze sprawy, nikt nie zostawia okruszków na stole i nikomu nie musimy prać skarpet, że się świetnie bawimy na babskich wieczorach i w klubach pełnych nieznajomych, że lubimy niezobowiązujący, przygodny seks i czytanie książek w sobotni wieczór, a walentynki są dla słodkich idiotek. Ksiądz nie czekał na moją odpowiedź o wieku. Powiedział mi to, co wciąż słyszę od rodziców – że czas najwyższy na zamążpójście i wręczył mi
modlitwę o męża do św. Józefa.
Może on pomoże? Zaśmiałam się, że przydałaby się modlitwa do Tadeusza Judy – od rzeczy niemożliwych. Obiecał mi, że za rok, jeśli nic w kwestii męża się u mnie nie zmieni, przyniesie mi taką.
Przeczytałam modlitwę:
Modlitwa do św. Józefa
Święty Józefie, dziękuję Ci,
że jeszcze nie wyszłam za mąż.
Święty Józefie, Ty wiesz w Bogu,
kto ma być moim mężem.
Pomóż mi spotkać tego człowieka.
Święty Józefie, spraw, żeby to był mąż,
który będzie mnie kochał i szanował,
jak Ty kochałeś i szanowałeś Maryję.
Święty Józefie, doprowadź do zerwania
każdą moją znajomość,
która nie podoba się Panu Bogu.
Święty Józefie, obiecuję Ci
dochować czystości przed ślubem.
Święty Józefie, obiecuję
dać pierwszemu mojemu dziecku
przynajmniej na drugie imię – Józef.
Święty Józefie, obiecuję innym mówić,
że tak dobrego męża mam dzięki Tobie.
Amen
Nie wiedziałam, że istniej taka modlitwa. Nigdy mi o tym nie mówiono na religii. Musi być duży popyt na mężów, skoro takie powstają.
Słyszałam o różnych metodach na znalezienie męża. Moje koleżanki chodzą do wróżki, zapisują się do agencji samotnych serc lub do internetowych grup dyskusyjnych, wyszukują nieznajomych na GG lub Tlenie, szukają tego jedynego na imprezach, w klubach, w kawiarniach, na wycieczkach, na basenie, a nawet w supermarkecie, ale żeby się modlić o męża?! Na to żadna z nas jeszcze nie wpadła. A mówią, że Kościół jest zacofany... Okazuje się, że nawet święci wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom. Ciekawe, czy jest wersja dla kawalerów?
Cała sytuacja bardzo mnie rozśmieszyła. Nie omieszkałam podzielić się tą opowieścią z Kaśką i natychmiast po wyjściu księdza zadzwoniłam do niej. Śmiałyśmy się do rozpuku...
Tuż przed pójściem spać postanowiłam spróbować. Pomodliłam się. A nuż zadziała... A co, jeśli zjawi się jakiś książę na białym koniu, a może po prostu normalny, kochający mężczyzna?
O Boże, daj męża, daj męża, daj męża... co wszystko zwycięża.
Ciekawe, czy sie sprawdza?
Atomek
Wysłany: Śro 18:49, 18 Sty 2006
Temat postu:
Ksiądz Krzysztof opowiedział dzieciom ciekawą historyjkę. Świetnie opisuje ona mentalność Amerykanów.
W Stanach ludzie robią wyprzedaże. Dzieci, które widziały Toy story 2, doskonale wiedziały jak takie wyprzedaże wyglądają. Po prostu porządkując pomieszczenia ludzie wystawiają przed garażami na stolikach różne niepotrzebne rzeczy.
Pewnego razu jedna pani wyszperała u kogoś w rupieciarni stary, zczerniały, zakurzony, metalowy krzyż. Niezwykle się ucieszyła, że może go kupić za 5$ i tak też się stało. Zaniosła krzyż do domu, oczyściła ze starości i oto była posiadaczką lśniącego srebrem, pięknego zabytkowego przedmiotu.
Był w odwiedzinach u tej pani chłopczyk, który zapewne z nie jednym ludzikiem zabawką był za pan brat. Nagle przybiegł do pani z płaczem, że nie może pomóc temu panu, który wisi na krzyżu...
fora.pl
- załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by
phpBB
© 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin